9/29/2013

TaG: Moja makijażowa historia

Hej. Dzisiaj będzie troszeczkę ględzenia ;) Na początku jeszcze wyjaśnię, że przez ostatnie dni eksperymentowałam z wyglądem bloga, jednak po kilku nieudanych próbach powróciłam do klasycznego i czytelnego wyglądu czarno na białym i więcej już zmian nie planuję, no chyba, że jakieś ostatnie poprawki. Mam również ambicję, aby spłodzić dzisiaj, albo w najbliższe dni kilka nowych notek i nie tylko makijaże, ale także recenzje, bo ostatnio mało pisałam. Do dzieła ;) 

Moja makijażowa historia - czyli jak to się zaczęło i dlaczego ??? 

Zanim zacznę odpowiadać na pytania z tagu, chciałabym dodać taki mały wstęp (jak ktoś to przeczyta oczywiście). Należą się wyjaśnienia - nie mam już 17 lat (mam tylko nadzieję, że na tyle wyglądam) a 24 latka i moje życie przeszło rewolucję po tym jak odkryłam co chcę naprawdę w życiu robić, a byłam już pod koniec studiów. Był to etap po tym jak chciałam być tłumaczem, dziennikarką itd... Uważam, że swój wymarzony zawód, czy pasję, którą będziemy odkrywać i uczyć się jej wcale nie wybieramy w wieku lat 18, czy 19 i tak zostaje na całe życie - oj nie. Można odkryć ją o wiele później i staje się siłą napędową. Nie wiem, czy wiecie, ale np. wielu projektantów mody zaczynało swoja karierę od studiów prawa, a potem te prawo rzucili na rzecz mody? Czuję się jakby miało tak być ze mną - cóż za skromność ;) Więc nie studia, ani szkoła dają Ci zawód, ale ty sam wybierasz. Jedyni odkryją to już w dzieciństwie, inni muszą jeszcze poczekać. Ok koniec ględzenia ... 

1. W jakim wieku zaczęłaś się malować.
Ha ha, dobre pytanie - tak naprawdę w wieku 23 lat !!! Serio. Wcześniej uważałam - uwaga, że malujące się za bardzo dziewczyny to tapeciary!!! Jestem własnym przeciwieństwem z przed paru lat. Na początku używałam tylko pudru i czarnej kredki. Dopiero w szkole wizażu miałam pierwszy raz nałożone na buzię - podkład, korektor, puder itd. Szkoda, ze nikt nie widział jak rok temu kreski nie mogłam zrobić i cieniami na powiece malować ;)

2. Jak to się zaczęło, że zainteresowałaś się makijażem?
Po wielu dziwnych zbiegach okoliczności, odkryłam taki zawód jak charakteryzacja. Zawsze byłam wielkim miłośnikiem kina - w czasach gimnazjum kręciłam nawet mini filmiki razem ze znajomymi (to były czasy - nawet nakręciliśmy film o Draculi ;) Ale nigdy nie mogłam jakość połączyć miłości do kina z zawodem - aktorka - nie nie nadaję się, reżyser? Chyba za 100 lat. Ale zostało mi moje zamiłowanie do plastyki i innych - odkryłam charakteryzację - ale też wizaż, który mnie na początku przerażał - ja się nigdy nie malowałam. Dzisiaj wizaż traktuję również jako Sztukę. 




Jak tylko zgodzi się moja koleżanka, to umieszczę zdjęcie jak ją postarzałam na zajęciach, bo miałam już na wizażu podstawy tej tajemnej wiedzy ;) 

3. Jakie są niektóre z Twoich ulubionych marek.
Obecnie ponieważ nie mam stałej pracy (szukam na razie dość dzielnie) to zwracam uwagę na cenę i oczywiście jakość. Ale już po roku pracy (zwłaszcza w szkole) mam ulubione marki i klika takich, na które poluję, jak tylko więcej spłynie mi gotówki. Wiecie co, jak bym wygrała w totolotka i weszła do Sephory, to cały sklep mój :) Moje ulubione marki - INGLOT, KRYOLAN, M.A.C, KOBO, SEPHORA, PIERRE RENE, BI-KOR,  REVLON, MAX FACTOR, ESSENCE, BOBBI BROWN
Poluję natomiast na: MAKE UP STORE, MAKE UP atelier Paris, URBAN DECAY, MAKE UP FOREVER i inne drogie zdzierstwa ;) 

4. Co to znaczy dla ciebie makijaż?
Zmiana, kamuflaż ... 

5. Jakbyś mogła nałożyć na twarz tylko cztery produkty to jakie by to były?
Podkład, puder, tusz do rzęs i błyszczyk na usta.

6. Co myślisz o tanich i drogich kosmetykach? 
Nie ma tanie czy drogie - ma być po prostu dobre! I tyle w temacie.

7. Co najbardziej lubisz w makijażu.
Zmianę. Możliwość korekcji, poprawy, ale również jak w przypadku artystycznych projektów tworzenia żywej sztuki jak w pracy pewnej artystki poniżej.


8. Jaką radę dałabyś początkującym? 
A to dobre bo sama jestem początkujące. I co robię? Zdobywam wiedzę praktyczną (jak mogę prawie codziennie ćwiczę) i teoretyczną (dla wizażystów przyszłych ważne takie rzeczy jak analiza kolorystyczna, czy historia mody).

9. Jakiego makijażowego trendu nigdy nie rozumiałaś? 
Na pewno białej szyi i opalonej na pomarańczowo twarzy, golenia brwi i malowania kredką czarnych łuków, czy smokey eyes ciemnymi kolorami w upalne dni po 30 stopni , wtf ... albo jeszcze czarnej kredki na około oka. 

10. Co myślisz o makijażowej społeczności na blogosferze? 
Jak to co? Jest SUPER ;) 

Taguje każdego, kto ma ochotę odpowiadać na pytanka zwłaszcza:

i inne dziewczyny zapraszam również, chyba, że ktoś już miał ten tag, niech da linka z miłą chęcią poczytam sobie ;) pozdrawiam

Przypominam o konkursie u mnie ;)  

9/21/2013

Zapachowy post - po raz pierwszy Yankee Candle - recenzja i instrukcja :)

Hej. Ostatnio blogosferę opanowało szaleństwo na świece i woski Yankee Candle. Ponieważ jestem maniaczką wszelkich zapachów, aromaterapii, świeczek i kadzidełek nie mogłam długo czekać. Po odkryciu, że niedaleko mam sklep stacjonarny i nie muszę zamawiać przez internet, ale powąchać osobiście na miejscu, nie czekałam długo. Wybrałam się do Gdynii (sklep znajduję się na Orłowie przy ulicy Bytomskiej 20). Skusiłam się na razie na woski - jeden w cenie 6 zł. W niektórych sklepach internetowych cena nawet wynosi coś około 10 zł. Ale w wielu miastach w Polsce pojawiają się już sklepy :) To dobrze, bo po wszelkich dobrych recenzjach podpisuję się obiema rączkami, że warte są grzechu :) 
Co wybrałam na początek? 4 woski zapachowe - 2 dla siebie i 2 do rozdania w zbliżającym się konkursie (o tym później)
  • Korzenny Macintosh - taki troszkę orientalny zapach, jabłka z cynamonem.
  • Korzenna pomarańcza - cytrusy i imbir.
  • Mandarynka i żurawina.
  • Wanilia i limonka. 
A teraz mała instrukcja co uczyniłam krok po kroku :)
Wybrałam odpowiedni wosk i sprzęt. Nie posiadam co prawda firmowego kominka Yankee, każdy się nada. Jedynie może być problem z tzw. np czajniczkiem - trudno wyciągnąć potem ostudzony wosk. 
Jedna taka tarta starczy nam na długo, nie musimy od razu zużywać całej. Łamiemy ile chcemy. Ja myślę, że i tak ułamałam za dużo.
Cieszymy się cudownym zapachem - nawet dymek widać na zdjęciu :)

Moja opinia? Są naprawdę cudowne, kiedyś skuszę się na świeczkę, ale na razie będę testować wszystkie woski po kolei. Wtedy będę wiedziała, które zapachy są moimi NAJ. Zapach wypełnił cały pokój i nawet po kilku godzinach od topienia wosku w czajniczku unosił się delikatny aromat. Nigdy jeszcze nic tak cudownie nie pachniało. Zostałam fanką Yankee Candle :) 

9/20/2013

Morski makijaż na pożegnanie lata

Dzisiaj chciałabym przedstawić makijaż w takich morskich kolorkach (w połączeniu niebieskiego z zielonym), ale bez ozdobników w postaci kuleczek, muszelek itd. Ponieważ w poniedziałek rozpoczyna się kalendarzowa jesień, a na dworze coraz zimniej, mam w planach mocniejsze makijaże (jeszcze kilka delikatnych na pewno się pojawi tutaj na blogu). Mimo artystycznych wizji i pomysłów cenie sobie prostotę na co dzień, dlatego makijaż wykonałam tylko - uwaga dwoma cieniami z małą odrobiną czarnego, lista na dole :) 

Kolory morza 
Tak wiem, włosy mam ostatnio klapnięte :) 

Lista kosmetyków:
  • Cień M.A.C tilt
  • Cień INGLOT 504
  • Tusz do rzęs MANHATTAN Long & Swing
  • Szminka RIMMEL 105
  • Puder KRYOLAN
  • Krem BB Eveline - testuję próbkę, ale nie polecam bo ma słabe krycie, chyba, że masz idealną twarz :) 

9/19/2013

Szybki przegląd prasy, czyli co w trawie piszczy :)

Dzisiaj wybrałam się całkiem przypadkowo do empiku. Chodząc między półkami z gazetami natknęłam się na gruby, słynny wrześniowy numer amerykańskiej edycji Vogue! I co? Patrzę dalej, a tam polska cena 120 zł. Litości! Cena zwaliła mnie z nóg, nie po raz kolejny. Ale za taką kwotę to mam parę książek co najmniej (kupiłam nawet jedną grubą, ale za 59 zł - Historia stroju - już się jaram czytaniem, potem zdam relacje). Rozumiem wyznawczynie mody (mam nadzieje, że jeszcze aż taka nie jestem:) ale raz kupie, wydam pieniążki, obejrzę może ze dwa razy i potem trafi na stertę czasopism - przeczytane. Ale mimo wszystko to numer wrześniowy - co robię? Czytam w empiku na żywo i za darmo. Stoję dzielnie godzinę, przeglądam i czytam. Byłam już świeżo po recenzji u Radzkiej :) Co sądzę - warte oglądania i czytania, ale nie kupowania za polską cenę. 
Za bardzo nie wiem, czy nie łamię prawa pokazując wam zdjęcia z sesji zdjęciowej :)

Ogólnie - 80 % to kampanie reklamowe, ale - ciekawe, artystyczne i pełne inspiracji. Sesja z Jennifer Lawrence urzekła mnie. Jest naturalna, dzięki temu wydobyła prawdziwe piękno z aktorki. Cudowne zdjęcia! 
I jeszcze inne zdjęcia, które mnie urzekły :)
Znowu Vogue stawia na sielskość i naturalność, z barana na plecach nie śmiać się :)

Ostatecznie kupiłam jednak Harper's Bazaar Polska, numer na październik za jedyne 11, 90 zł. Nie kupuję go co miesiąc, ale wtedy kiedy coś mnie przyciągnie. Tym razem przypadła mi do gustu sesja z Joanną Kulig w Paryżu w strojach od Chanel plus interesujący wywiad. Zdjęcia robił znany fotograf Piotr Stokłosa. Samych zdjęć niestety nie umieszczę tutaj, jak wiecie może Vogue amerykański nie będzie mnie ścigać, ale nasze wydanie Bazaar ma bliżej :) Ogólnie gazetkę polecam, cena nie taka zła.
Czapeczka na głowie oczywiście to jeden z dodatków z domu mody Chanel - pokazy jesień zima :) 

Co jeszcze w numerze? Reklamy, akcesoria, ubrania, ale i kilka interesujących artykułów, nawet o Stephanie Kingu, czy o mniej znanej ikonie kina jaką była Ava Gardner. Oczywiście co druga kampania reklamowa a tam moja ulubiona modelka Cara Delevingne :) Miłego czytania i ogladania :)

9/18/2013

Zakupy kosmetyczne - po raz pierwszy M.A.C i nowa paletka na cienie :)

Hejka. Powoli wracam do blogowania :) Dzisiaj prezentuje moje ostatnie zdobycze kosmetyczne oraz co o nich sądzę. Będzie to takie szybkie podsumowanie. 
Na pierwszy rzut cień kremowo - żelowy firmy Maybelline - 23,99 zł. Bardzo podobał mi się kolor błękitny, ale podobne odcienie już mam, a srebrnego mi brakuje w moim kuferku :) 
Opakowanie jest solidne, cień jest dobrze napigmentowany. Myślę, że będę stosować go jako baza pod cienie. Jak dłużej poużywam, wtedy dam znać, chociaż kusi mnie nowy makijaż tutaj na bloga.
Skusiłam się na dwa bardzo tanie cienie - ten z lewej kupiony w drogerii Naturia za 6,90 zł, a drugi za 2,99 zł. Jednak oba są bardzo średnie. Stwierdzam, że lepiej odkładać, dołożyć i kupić jeden porządny niż 10 byle jakich. Ten cień po prawej utrzymuję się na oczach tak do 3 godzinek. Rewelacji nie ma. Najtańsze i dobre cienie to już Pierre Rene (o czym wkrótce napisze) bo już taniej i lepiej to nie znajdziemy. 
Dołączył nowy pędzelek do mojej kolekcji - słynny 217 firmy M.A.C cudeńko. Cena 105 zł, ale jest warty tego, chociaż wygląda bardzo niepozornie. Rozważam w niedalekiej przyszłości kupno drugiego, bo aż żal męczyć tylko jeden. To prawda kiedy chwalą go wszyscy. Aż nie mogłam uwierzyć, że jest aż tak dobry. Od niego zaczyna się moje uzależnienie od firmy M.A.C Niestety, ale najbliższy salon mam w Warszawie, podobno ma być w Trójmieście w nowej galerii, ale to nic pewnego. Ja kupiłam go w Galerii Krakowskiej, jak miałam czas. Niestety obsługa pozostawia wiele do życzenia. Pani niezbyt miła. 
Moja pierwsza paletka M.A.C Okazało się, że stare już wycofują. Trafiłam na nowszy model. Już ślinię się, żeby ją zapełnić - muszę porządnie oszczędzić - bo jak wiecie jeden cień to 53 zł. Ale warte swojej ceny, także się przekonałam. 
Dwa pierwsze cienie - na pewno wkrótce będą makijaże z nimi w roli głównej.
Jeszcze cudowna szminka Rimmel z serii Kate, coś około 20 zł. Odcień numer 105. Rimmel akurat jeszcze mnie nie zawiódł.  
Błyszczyk INGLOT numer 100. Bardzo ładny odcień - 20 zł

9/12/2013

Brigitte Bardot - makijaż & styl

Hej. Ostatnio wyjechałam na mały odpoczynek w rodzinne strony, ale nie zapomniałam o blogu. Wcześniej przygotowałam nowe notki i w wolnej chwili piszę właśnie do was :) Co zatem dzisiaj - troszeczkę o ikonie francuskiego kina i symbolu seksu lat 60, czyli Brigitte Bardot. Zaprezentuje makijaż w stylu gwiazdy oraz parę cennych informacji. 
Brigitte urodziła się w 1934 roku w Paryżu. Już od najmłodszych lat kochała taniec, uczęszczała do szkoły baletowej oraz nie mogła znieść swoich wielkich, jak to określa "żabich" ust (które notabene są jej znakiem rozpoznawczym). Stała się symbolem kina francuskiego oraz europejską odpowiedzią na Marilyn Monroe. Obecnie walczy jako aktywistka z okrutnym traktowaniem zwierząt. 
Fenomen pięknej paryżanki nie tylko związany jest ze śmiałymi rolami filmowymi (jak np. I Bóg stworzył kobietę). Miliony kobiet chciały wyglądać jak ona, mieć tyle seksu w sobie i być uwielbiane przez mężczyzn. Styl aktorki jest niemal co roku powielany, pojawia się w kolekcjach ubrań, czy makijażu. Mocno przydymione oko, wyciągnięte kreski, powabne usta to właśnie makijaż Bardot :)
Przepraszam dziewuszki, ale listę kosmetyków dodam później, została na mieszkaniu w Sopocie :)
Jeśli chodzi o styl ubierania się Brigitte to przede wszystkim mocno podkreślona talia, tzw. rozkloszowane spódnice (szyte z tzw. "koła") oraz balerinki. 
I jeszcze na zakończenie. W 1974 roku przed swoimi 40 urodzinami, Brigitte Bardot wzięła udział w sesji do włoskiego Playboya, a po występach w ponad 50 filmach i nagraniu kilku płyt wycofała się z dalszego grania i postanowiła swoją sławę wykorzystać do promowania praw zwierząt. 

 

9/06/2013

Mad Men - szyk i elegancja lat 60

Hej. Dzisiaj chciałabym tak troszkę napisać o jednym z moich ulubionych seriali ostatnich lat, który wyróżnia nie tylko wciągająca fabuła, ale i "wizualna otoczka". Uwagę skupiają na sobie dopracowane dekoracje, wnętrza oraz kostiumy i charakteryzacja, które pozwalają nam zanurzyć się w opowieści i dodają jej realizmu. Czujemy się jakby ktoś naprawdę cofnął się w czasie i zrealizował serial w latach 60. Mad Men opowiada historię niepokornych ludzi, którzy pracują w agencji reklamowej na początku lat 60 (kiedy zaczyna się sezon 1, sezon ostatnio emitowany to już końcówka lat 60, początek 70 - zatem jest jakby panoramą tamtych lat i źródłem wszelkich informacji, echem odbijają się tutaj wydarzenia jak śmierć Marilyn Monroe, zamach na prezydenta Johna F. Kennedy'ego czy Martina Luthera Kinga, nie brakuje również odnośników do bieżących kampanii wojennych USA, czy tzw. rewolucji seksualnej). Serial zatem nie jest szczelnie zamkniętą bańką, głuchą na wszelkie wydarzenia i przemiany. Jednak nie będę skupiała się na fabule, ani na naprawdę interesujących postaciach (a każda jest tutaj warta uwagi). Opiszę tylko tą wizualną część, która bardzo mnie urzekła.
Panowie kiedyś mieli w sobie więcej elegancji - powiedziałaby niejedna babcia :)

Janie Bryant pracuje przy serialu jako kostiumograf. To właśnie dzięki niej możemy podziwiać cudowne kreacje w filmie. Do jednego odcinka Janie jest w stanie przygotować aż 300 stylizacji (bijmy pokłony, bo praca nad stylizacjami nie jest łatwym zadaniem, jak może się wydawać). Tutaj oczywiste zdaję się, że nie można skupiać się tylko na aktorach pierwszoplanowych, ale i na drugoplanowych i statystach! Również dobór strojów nie jest przypadkowy, ale powinien podkreślać charakter postaci. Jak opisuje sama Janie; np. główny bohater Don Draper jest postacią nieco tajemniczą, więc wybierano dla niego nieco stonowane kolory, aby nie rzucał się bardziej w oczy. Natomiast w przypadku Rogera Sterlinga, który jest przedstawicielem starszego pokolenia, nosi on eleganckie tradycyjne garnitury (nieraz trzyczęściowe).
   Po lewej w eleganckiej czerni Roger, a po prawej Don w szarości. 

W męskiej elegancji nie brakuje zatem dopasowanych garniturów, wysokiego stanu spodni, smukłych krawatów, czy składanych chusteczek w kieszeni. A jak z modą kobiecą w serialu? Ponieważ główną dewizą projektantki jest autentyczność, więc wszystko ma być zgodne z modą ówczesnych lat - od bielizny, po pończochy, dodatki itd - czyli wszystko, a sukienki miały kilka warstw począwszy od halki :) Na początku było to uciążliwe, jak wspominają w wywiadach aktorzy. Powracając do kobiecych bohaterek i ich kreacji, tutaj również kierowano się zasadą, aby kostium podkreślał postać. Zatem Joan ma być symbolem kobiecości, nosi najczęściej czerwone lub inne jaskrawe dopasowane sukienki (zwłaszcza w pierwszych sezonach). Peggy jest nieprzewidywalna w swoich zachowaniach, budzi niepokój, to dość skomplikowana postać, więc nosi stroje założone z kilku warstw. Betty żyje zaś pozorami, wygląda na perfekcjonistkę, ale w głębi duszy targają nią sprzeczne emocje, co sprawia, że jest nieszczęśliwa. Nosi suknie koloru przygaszonej żółci, szarości, czy niebieskiego. 
Na potrzeby serialu są szyte nowe stroje, ale również przerabiane te vintage z epoki, metod jest wiele jak podkreśla Janie. Projektantka współpracuje również z firmą Banana Republic, która produkuję specjalnie dla niej linię ubrań Mad Men. Szyk i elegancja lat 60 wraca do łask. Wspominając jeszcze inne zebrane ciekawostki: przy serialu do tej pory pracowało około 50 makijażystów i fryzjerów. Jak widać dość duża ekipa :) To był naprawdę krótki mini przewodnik. Oglądajcie serial i podziwiajcie.    
"Grzeczna" Peggy Olson
Zainspiruj się i wybierz coś dla siebie :)
Mad Men style

I luźna stylizacja na lata 60 :)